Mas pozostał sam z proponowaną alternatywą

[Tekst oryginalny pod tytułem „Mas se queda solo con su propuesta alternativa al 9-N”, autorstwa Fidela Masreal i Xabiera Barrena, opublikowany 14.10.2014 w sieci na stronach El Periódico. Adaptacja: Andrzej Szadkowski]

Artur_Mas

Artur Mas

Polski czytelnik, niewprowadzony w arkana katalońskiej i hiszpańskiej polityki wewnętrznej, z trudem zrozumie detale potyczek i wojen pomiędzy partiami i frakcjami w Barcelonie, czy w Madrycie, jednakże powinien zdawać sobie sprawę, że takie lokalne rozgrywki mogą pewnego dnia wpłynąć i na jego życie, bowiem kraj nad Wisłą związany jest ściśle z tym, co wymyśli Bruksela, a z – ewentualną – niezależnością Katalonii właśnie Bruksela będzie musiała się zmierzyć, nawet, jeśli odsuwa ten problem od siebie i reaguje, raczej, opieszale. Pewnym i zrozumiałym powszechnie jest to, że sprawa tak zasadnicza, jak niezależność Katalonii jest, w istocie i również, wypadkową sporów partyjnych, a wola ludu bywa, niekiedy, w tych sporach wykorzystywana, a także manipulowana.

„Inscenizacja zakończona. Jak podał EL PERIÓDICO w ubiegłą środę, planowana na 9 listopada konsultacja na temat niezależności Katalonii, w zakresie, w którym ją przewidziano, nie odbędzie się. Wczorajszy szczyt, trzeci w ciągu dwóch tygodni, ponownie otworzył wielką bitwę między partiami w Rządzie Katalonii i resztą sił popierających konsultację. Artur Mas potwierdził, że planuje przekształcić inicjatywę w „proces uczestnictwa”, ale nie udało mu się pozyskać do tego sojuszników. Więcej nawet, ERC zaczęła mówić o „narzucaniu rozwiązań” przez władze wykonawcze Konwergencji i Unii podkreślając, że nie ma zamiaru stać się częścią porozumienia, co spowodowało poważne pęknięcie: jeśli nie będzie konsultacji, należy rozpocząć konstytucyjną procedurę uzyskania niezależności. Pozostałe partie oskarżyły partię Artura Masa CDC o faktyczną rezygnację z konsultacji 9 listopada na rzecz zwykłego interesu partyjnego i uratowania pozycji właśnie Masa i wczoraj opuściły obrady szczytu bez żadnego wsparcia jego planu.”

Pozycja ERC jest, nadal, dwuznaczna, lecz w istocie można stwierdzić, iż powoli w politykach katalońskich niknie wola organizacji 9 listopada konsultacji na temat katalońskiej niezależności.

„Wczorajsza sesja w południe i wieczorem ukazała rozbieżności, które przedtem jedynie kiełkowały. Przykładem niech tutaj będzie metafora lidera jednej z zaangażowanych stron: „Nie możemy iść dalej w ten sposób, to jest jak śmierć Franco, którą wszyscy uważali za pewną, ale nikt jej nie dopuszczał, dopóki nie było zaświadczenia lekarskiego.” „Nie będziemy nic mówić, aby nie wziąć odpowiedzialności za zwłoki, ale od dawna wszyscy wiedzieliśmy, że to się tak skończy”, dodał. Tłumacząc to na język zrozumiały, konsultacji nie będzie… wczoraj okazało się, że król jest nagi.”

Tak więc, przyglądając się z dala całemu rozgardiaszowi, można spokojnie oczekiwać Bożego Narodzenia, kiedy to wszyscy padną sobie z ramiona, oczywiście po osiągnięciu założonych (faktycznych) celów, a mianowicie po umowach kupno-sprzedaż, które i Kastylijczykom i Katalończykom pozwolą zachować twarz i zapełnią kiesę. Jeżeli nie wiadomo, o co chodzi, z pewnością chodzi o pieniądze.

Pozostaje bardzo ważny problem Wspólnoty Europejskiej. Wszystkie te tańce i podchody pokazują, że nie ma, w rzeczywistości, żadnej wspólnej polityki sugerującej realne zjednoczenie Europy, a Katalonia swoim referendum mogła nawet te resztki wysadzić w powietrze.

Co myślisz?

*